Gdybym miał zestawić swój ścisły top 3 polskich albumów z 2020, na pewno znalazłaby się w nim Odraza i na pewno Nanga; o trzecie z miejsc bój byłby w mojej głowie wobec tego zażarty. Ale że o Odrazie już było, a trzeciego jeszcze nie ma, pora powiedzieć kilka słów o Nandze: JAKI TEN ALBUM TO JEST HIT! Łatwo się domyślić, że od sąsiada ze stawki biegunowo różny, ale łączy je fenomenalny wykon – i fenomenalna literatura.

„Cisza w bloku” zaczyna się jak potężny, realtalkowy, awangardowy hip-hop, a kończy przewrotnymi zamachami na alternatywny, psychodeliczny pop, po drodze oferując m.in. odę do Jadwigi Smosarskiej czy najlepsze reggae, jakie słyszałem od lat. Album tria, przy tym, jak wewnętrznie jest zróżnicowany i jaki ciężar społecznego zaangażowania niesie, jest równocześnie tak wysycony dystansem i niewymuszony, że po prostu nieustannie buja. Mocne elektroniczne beaty, gdzie trzeba – gitara, gdzie trzeba – dęciaki, a między nimi rozsiany z rzadka celowo drażniący autotune; brudny sound, ale dynamiczna, klarowna produkcja. Pięknie to działa. 

A nad wszystkim błyszczy tekst, padający całymi kaskadami, ale nigdy nie puszczający uwagi. Zadziwia mnie sposób, w jaki Magda Dubrowska połączyła w języku Nangi rekwizytoria: jedno retro, bazujące zwłaszcza na tęsknocie za latami 90., z drugim, publicystycznie niemal współczesnym, dotyczącym dzisiejszych konfliktów światopoglądowych. Cały ten album mógłby być właściwie manifestem młodej lewicy, bywa zaczepny i konfrontacyjny, ale wszystko napisane jest tak inteligentnie, z taką lekkością i dowcipem, że unika wszelkiego kaznodziejstwa. Zresztą porywa też forma, proste flow pomysłowo rozkładane w taktach, punch za punchem, choć w większości bardzo nieoczywiste, dobre hooki, sprawne melodie. A że całość podawana jest z nonszalancją wpadającą w knajackość, tekst tym mocniej wybrzmiewa gęsto rozsianymi błyskotliwymi nawiązaniami i skojarzeniami.

Wyobrażam sobie dym, jaki mogłaby zrobić Nanga, gdyby cały album był rapowy – i wbił się jak szpila w to środowisko. I wyobrażam sobie poruszenie na rynku indie, gdyby uderzyła tam z płytą taką, jak zakończenie „Ciszy w bloku”. Ale Nanga na szczęście sama z siebie wyrosła w środku miasta jak góra, na jej szczycie trwa bal, i nic jej po szufladkach. Posłuchajcie, zobaczycie. //AKD 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *