Dźwięk naturalny i mikrosample // Ucho gmachu #2

Koncerty numer dwa i trzy w Muzeum Narodowym były konkretnymi i przemyślanymi audioperformansami. Pierwszy miał swoje korzenie w dźwięku naturalnym, odkrywaniu artystycznego potencjału dźwięków pierwotnych, drugi to eklektyczny, pozornie chaotyczny patchwork muzycznej codzienności.

13445861_1221941381158504_8221783_o

Akpatok Ensemble, fot. M. Sarota

Zespół Dawida Adrjanczyka Akpatok Ensemble wystąpił w galerii dawnego malarstwa europejskiego. Akpatok wydał się zespołem, który najlepiej w całym cyklu odrobił pracę domową. Muzycy zgłębili przestrzeń, wrośli w nią, wreszcie spotkałam się z dźwiękowym wykorzystaniem potencjału sali wystawowej, którego tak brakowało mi na pierwszych koncertach. Występ rozpoczął się od otoczenia publiczności dźwiękami. Gongi i drumle Adrjanczyka i Marka Styczyńskiego zostały uzupełnione przez gardłowy śpiew Anny Nacher i Niny Adrjanczyk. Wokalistki wędrowały po sali wystawowej, głosami kontrując instrumenty. To publiczność była w centrum, nieruchoma, stała się dla artystów eksponatem, materiałem do dźwiękowych eksperymentów. Po tym mocnym wejściu odezwała się lira korbowa, dosłownie zamrażając powietrze. W warstwie narracyjnej muzycy eksplorowali kontrasty niesione przez ich ostatnią płytę Two winters, two springs, dzieląc koncert na dwie części, składające się z wielosegmentowych utworów. Do każdej z nich kluczem stał się inny obraz pochodzący z wczesnej epoki malarstwa holenderskiego, pejzaż leśny i pejzaż mroźny. Interpretacji nie narzucano jednak w oczywisty sposób, temperatura utworów różnicowała się raczej przez sposób rozchodzenia się dźwięków, ciszę pomiędzy nimi.

Robert Skrzyński, występujący pod szyldem Micromelancolié, swoją muzykę składa z dźwięków znalezionych, nagrań terenowych i sprzężonych sampli codzienności. Jego urywany glitchowy rytm przywodzi na myśl niepokój połączeń nerwowych, po których przeskakują impulsy skojarzeń. Przed moimi oczami tańczyły mapy myśli, całe mózgowe krajobrazy, gdy chodząc po galerii wsłuchiwałam się w poszukiwania Skrzyńskiego; kaszel, pół sekundy telewizyjnego głosu, akord grany na klawiszach złamany dźwiękiem z komputera, dźwięki wody… Wszystko połączone nieznanym dla słuchacza kluczem skojarzeń. Czasami dźwięki zapętlają się w żywy rytm, tylko po to, aby się rozpaść lub zwolnić do zera. Całość wybrzmiała świetnie w galerii sztuki XX i XXI wieku, gdzie obok malarstwa schyłku modernizmu znaleźć można asamblaże Kantora, a kilka metrów dalej – wideo art Natalii LL czy Obszar IV Winiarskiego. To galeria niezwykle eklektyczna, tak jak muzyka zaprezentowana na koncercie. Nowoczesność pozbawiająca chwilami tchu, do której jednak można znaleźć własne klucze.

13453542_1221941581158484_687181913_o

Robert Skrzyński, fot. K. Rospondek