Czy gmach wybrzmi? // UCHO GMACHU #1

W Polsce granie muzyki w galerii sztuki może kojarzyć się z dwiema sytuacjami – muzycznym performansem uznanego artysty zorganizowanym w centrum sztuki współczesnej, lub oprawą muzyczną wernisażu w niewielkiej, niezależnej galerii.

_DSC0663

Echoes of Yul w MNW, fot. Agnieszka Nowosielska

W pierwszym przypadku miejsce nie jest ważne, oprócz tego, że wyznacza specyfikę zainteresowanej awangardą publiczności. W tym drugim – rzadko kiedy ważna jest muzyka, wernisaż pozostaje imprezą wizualno-koreczkową, a muzyka, choćby bardzo dobrze dobrana, umila tylko jego trwanie. Cykl koncertów Ucho Gmachu jest trochę wypadkową tych dwóch sytuacji, a trochę ich zaprzeczeniem – w przestrzeni szacownego Muzeum Narodowego w Warszawie, w jego poszczególnych galeriach, odbywają się koncerty o silnym kontekście miejsca. Równie ważne mają być utwory, jak i dzieła sztuki, wśród których rozbrzmiewają. To eksperyment muzyczny, skłaniający słuchacza (widza) do synkretycznego odbierania sztuki.

Tyle z teorii, a w praktyce – otwierający cykl koncert zespołu HATI, występującego obecnie jako duet w składzie Rafał Iwański i Rafał Kołacki, miał w sobie coś z bluźnierczej mszy. Znajdujemy się Galerii Faras, gromadzącej malowidła ze słynnej nubijskiej katedry – kolebki wczesnego chrześcijaństwa. Już samo rozmieszczenie fragmentów murów w tej niewielkiej galerii nawiązuje do kształtu oryginalnej katedry. Wchodzący do środka widzowie spotykają w tej scenerii członków HATI, klęczących przy rusztowaniach z podwieszonymi gongami. Obserwując dawne perkusjonalia, rogi i grzechotki, można było spodziewać się po zespole czegoś w rodzaju muzycznej rekonstrukcji czasów starożytnych. Nic bardziej mylnego! Ciężar wibrujących instrumentów był raz po raz przełamywany różnego rodzaju piszczałkami, a nawet trąbką rowerową. Same kompozycje, mimo że ich podstawą są instrumenty dawne, często idą w stronę ciężkiego, drone’owego grania. Powstały konkretne muzyczne pejzaże, czerpiące z przestrzeni galerii. To wszystko w pełni akustycznie, bez dodatkowego nagłośnienia.

Na tle tak mocnego otwarcia zespół Echoes Of Yul, choć w liczniejszym składzie, wypadł blado. Ambientowo–doommetalowe utwory brzmiałyby zwyczajnie nudno, gdyby nie uzupełniały ich interesujące sample – radiowe i filmowe sekwencje przykryte szumem, niezrozumiale wypowiadane frazy. Wszystko to w Galerii Sztuki średniowiecznej, której ekspozycja również skupiona jest wokół sztuki sakralnej. Przede wszystkim podziwia się rzeźbione ołtarze i figury postaci biblijnych. Ukołysana jednostajnym rytmem utworów zespołu, zaczęłam przyglądać się dziełom w oderwaniu od jakiegokolwiek kontekstu; patrzyłam na nie nie jak na postaci lub sceny, ale wieloelementowe mozaiki, kadrując spojrzeniem i zestawiając ze sobą fragmenty stojących obok siebie ołtarzy czy malowideł, nierzadko odległych znaczeniowo czy chronologicznie. Był to jednak tylko mój pomysł, osobisty eksperyment, a sam koncert wypadłby podobnie w którejkolwiek innej galerii, w holu muzeum lub poza nim.

Kuratorzy Ucha przed każdym koncertem wypowiadają formułkę zachęcającą do porzucenia miejsc siedzących i eksplorowania miejsca tropem roznoszącego się dźwięku i jego zmieniających się kontekstów. Niestety, do tej pory dała się na to namówić mniej niż połowa publiczności. Może dobrym pomysłem byłaby zupełna rezygnacja z krzesełek, albo umieszczenie muzyków inaczej niż w wyraźnej opozycji artysta – widz? Pomimo że gmach nie zawsze wybrzmi, wydarzenie dużo traci, gdy potraktuje je się jedynie jako statyczny koncert – a aktywizować publiczność można wszak na różne sposoby.

Strona cyklu: http://uchogmachu.mnw.art.pl/