Arena treningowa

Współczesny cyrk ma coraz mniej wspólnego z cyrkiem z XIX wieku, jednak nie może się całkowicie uwolnić od piętna kontrowersyjnej przeszłości. Choć freak show odeszło już w zapomnienie, a i tresura zwierząt traci na popularności, zjawisko to wciąż kojarzy się z takimi nieludzkimi praktykami. Cyrk wciąż nosi znamiona guilty pleasure i karnawałowej moralnej dwuznaczności.

klauni1

Potwierdzają to figury językowe z życia codziennego – słowo „cyrk” używane jako synonim chaosu, zdumienie połączone z dezaprobatą, gdy stwierdzamy, że „można by kogoś pokazywać w cyrku”, czy jednoznacznie obraźliwe nazwanie kogoś klaunem. Językowy, potoczny klaun jest nie tylko śmieszny, jest przede wszystkim bezwolny. Zależny od łaski lub niełaski publiczności i właścicieli cyrku, klaun to ktoś, kto pod makijażem ukrywa swoje prawdziwe emocje. Te ostatnie nie interesują nikogo, postrzega się go jedynie przez pryzmat slapstickowych żartów i przyklejonego uśmiechu. Nie jest traktowany poważnie, jako pełnoprawna osoba, artysta. Widz nie zastanawia się, jak wygląda rutyna przygotowań klauna, jaką osobą mógłby okazać się prywatnie – w przeciwieństwie do „prawdziwych” artystów, których publiczność chce postrzegać jako osobowości.

Twórcy najnowszego spektaklu Teatru 21 – Klauni, czyli o rodzinie stworzyli dla swoich aktorów quasi-cyrkową przestrzeń wypowiedzi. Na podświetlonym minipodeście ozdobionym złotymi girlandami, pojawia się Brzuchomówca i Czocher. Ten pierwszy próbuje otworzyć przedstawienie typową cyrkową konferansjerką z udziałem swojej lalki. Żartobliwa konwencja łamie się raz po raz – najpierw w sposób niekontrolowany Brzuchomówcy wyrywa się słowo „niepełnosprawna”. Zmieszany usiłuje ukryć tę gafę. Chwilę później, w eskalacji żartów między Brzuchomówcą a lalką dochodzi do konfliktu. Czarne oczy pociesznego stworzenia zaczynają wyrażać ból. Czocher ma dość. Nie chce być lalką, ani tym bardziej małpą. Chce być jako twórca spektaklu, równorzędnie wobec konferansjera na scenie, chce być osobą. Brzuchomówca próbuje go spacyfikować za pomocą hipnozy. Bezskutecznie. Światła i muzyka w ułamku sekundy zmieniają się, podkreślając atmosferę grozy, jawnej przemocy. Znikają ze sceny.

klauni3

Ta niepokojąca miniatura zawiera w sobie ideę całego spektaklu. Cyrkową areną staje się w nim mieszkanie treningowe, chociaż może lepiej – Mieszkanie Treningowe. Sztuczny wycinek lukrowanej rzeczywistości, w której aktorzy Teatru 21 mają szansę nauczyć się Prawdziwego i Dorosłego Życia. Choć jednak wszyscy z zachwytem wykrzykują angielskie słowa, gdy wróżka-hostessa wyczarowuje kolejne elementy codzienności – stół, szafę, czy deskę do prasowania, kilkumiesięczny pobyt w Mieszkaniu Treningowym będzie dostępny tylko wybranym. Krzyki tych, którzy starali się o pobyt a nie zostali wpuszczeni przez drzwi, nie pasują do sielankowego obrazu.

Pierwszą parę mieszkańców najbardziej ekscytuje dmuchane, iskrzące brokatem łoże małżeńskie. Jego obecność daje im wrażenie poważnego traktowania ze strony władz zapraszających do Mieszkania – jako ludzi dorosłych, chcących się kochać, a być może nawet zakładać rodzinę. Szybko jednak okazuje się to złudzeniem – pobyt w Mieszkaniu to raczej nauka prostej powtarzalnej choreografii – jedzenia jajka, słodzenia kawy. Przede wszystkim jednak – nauka stu sposobów wyrażania entuzjazmu dla miasta, które dało potrzebującym Mieszkanie. Miasta przyszłości, takiego w którym można się zakochać. Równie ważna jest nauka słów kluczy, które Barbara Lityńska w roli Pani Prezydent na wózku powtarza w swoim przemówieniu. „Inkluzja społeczna, wykluczenie społeczne, intergracja, integrejszyn” – wypowiada z trudem, fragmenty przemowy wyświetlają się na ekranie w głębi sceny, wraz z literówkami i błędami w najmocniejszej, goteskowo-tragicznej scenie spektaklu. Te słowa mają jedynie ładnie wypełniać przemówienia. Zarabiać punkty dla autorów projektów takich jak mieszkania treningowe. Nie znaczą nic w codzienności. Tymczasem beneficjenci projektów nie potrafią ich wymówić. Czy ktokolwiek zatem je rozumie?

klauni2

Rezydenci Mieszkania w swoich nadziejach – zawiedzionych, lecz zakrzyczanych powierzchownym entuzjazmem stają się klaunami. Publiczność ma obserwować ich w normalnych warunkach – zupełnie jakby byli w pełni sprawni, jakby mieli pracę, związki, odpowiedzialność. To my im to umożliwiliśmy. My – władze, urzędy i resorty, aktywiści. Także – my, artyści, bo od zawsze wiadomo, że w przypadku trudności finansowych dla działań artystycznych, należy połączyć je z działaniami społecznymi. Najlepiej na rzecz wykluczonych. Niestety, „projekt może zmieniać rzeczywistość – ale tylko na chwilę”. Pobyt w Mieszkaniu się kończy, z dmuchanego łoża schodzi powietrze. Czego tak naprawdę nauczyli się rezydenci? Że przy odrobinie sprytu mogą z udziału w projektach zrobić swój sposób na życie. Jak artyści bez etatu, tułać się od programu do programu. Utonąć w masie kolorowych plakatów, smyczy i t-shirtów z logo akcji.

I jeszcze jedno. Na końcu spektaklu okazuje się, że w Mieszkaniu Treningowym poczęło się dziecko. Takie tematy zwykle się pomija – nie wiemy jak zachować się wobec takiego wrzeszczącego tabu. Świeżo upieczeni rodzice wydają się jednak wolni od lęków. Bo dziecko to kłopot, ale w całości ich, prawdziwy, po raz pierwszy nie treningowy.

klauni4

wszystkie zdjęcia: Grzegorz Press

Zobacz więcej artykułów w kategorii "Teatr" .