Należałoby krzyczeć // 1000 znaków o teatrze #10

Przez przypadek trafiłam na Tkaczy studentów ze Sttutgartu w reż. Eriki Baumann 15.02.16 w AOIA w Łodzi. Spektakl bliski był estetyce szkolnego apelu. W dużej mierze w tym powszechnym znaczeniu, w pewnej sensie także z innego powodu, bo:

Estetyka wiadomo (kropka)

Szkolny czyli dydaktyczny, kształcący, oświeceniowy.

Apel czyli wezwanie do działania!

Wykorzystując Tkaczy Hauptmanna opowiedzieli o wyzysku w tkalniach na Śląsku w XIX w. oraz we współczesnym Bangladeszu i Indiach. Płynnie przeszli z jednej sytuacji w drugą i pozostawili z wrażeniem nieuchronności tkackiego losu. Jak nie tu, to tam, jak nie wtedy, to teraz. „Tkacze to klasyka” – mówią. „Pewne rozwiązania prawne też powinny być klasyką” – to już w didaskaliach.

Środki wyrazu ograniczyli do głosu, widowisko nazwali słuchowiskiem. To akurat znaczące, chroniczny jest w tej sprawie jego brak. Ich głos czasem śpiewał, czasem się załamywał, zawsze postawiony był we własnym imieniu. Ani razu jednak nie krzyknął. A tu należałoby krzyczeć.

2016021517_Lodz_2936