NIE SIŁĄ, A SŁOWEM

Nie jesteśmy zespołem społecznych buntowników. Mamy nadzieję, że dla naszych słuchaczy podział na Wschód, Zachód, Północ i Południe nie ma szczególnego znaczenia” – mówią członkowie niezależnego Zespołu SHKLO z ukraińskiego Charkowa. W lutym 2016 roku nakładem Portalu DLA KONTRASTU zostanie wydana fizycznie debiutancka EP-ka zespołu. W tym samym miesiącu SHKLO i DLA KONTRASTU ruszą we wspólną trasę koncertową.

Tłumaczenie: Ola Natasza Skupińska

collage shklo

Szymon Kazimierczak: W ostatnich miesiącach w polskich mediach zdecydowanie zgasł temat konfliktu na Ukrainie. Jaka teraz panuje atmosfera w Charkowie?

Ievgen Demeschenko: Media to media. Kładą nacisk na rankingi oglądalności. Teraz wojna na Ukrainie przyjęła pozycyjny charakter. Rosja nie może się przedrzeć przez naszą linię obronną, żeby dostać się wgłąb kraju bez wprowadzania nowych dywizji. Z kolei nasze wojska nie mogą wyzwolić okupowanych terenów, bo są związane porozumieniami pokojowymi, a poza tym boją się przyjścia nowych oddziałów z Rosji. Teraz jest to wojna na wyczerpanie. Dlatego myślę, że media skupiają się na bardziej nośnych wiadomościach, na przykład z Syrii.

U nas te tematy są nadal aktualne. Do tego dochodzi wzmożenie ekonomicznego nacisku na Rosję, na przykład przez blokadę Krymu. Przeżywamy teraz reformę społeczeństwa i impotencję starej politycznej elity. Myślę, że niedługo Ukraina znów będzie na pierwszych stronach międzynarodowych mediów, bo teraz na topie będą polityczne wojny.

Tymczasem Charków, jak i cała Ukraina, przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia.

Kazimierczak: Zaczęliście działać jako Shklo mniej więcej w czasie najbardziej dramatycznych wydarzeń politycznych i społecznych na Ukrainie. Czy to odcisnęło piętno na Was, a w konsekwencji — Waszej twórczości?

Bogdan Shapkin: To, co działo się i dzieje teraz na Ukrainie, to najbardziej skomplikowane i absurdalne zjawisko, jakie kiedykolwiek widziałem. Ale jak dziwne by się to nie wydawało, jeszcze rok temu byłem aktywnym uczestnikiem tego politycznego wydarzenia, które formułowało moją postawę i stosunek do świata. Członkowie SHKLO w różnym stopniu przejmowali się i przejmują tą wojną oraz innymi smutnymi wydarzeniami, które zarówno na początku, jak i teraz, oczywiście mają wpływ na nas wszystkich.

Nasza muzyka zaczęła powstawać w atmosferze politycznej propagandy, wtedy pojawiały się zarysy melodii, rodziły się niektóre linijki tekstów. Telefon od przyjaciela z frontu, wiadomość o jego niewoli po tygodniu od zerwania kontaktu, atak terrorystyczny w kawiarni, w której byłem dwie godziny przed wybuchem – to silny doping dla świadomości, takie rzeczy rodzą miliony myśli, które czasem trudno jest zrozumieć. Trudno odpowiedzieć na pytanie, co robić i jak dalej żyć.

Wiele ludzi wyjechało, do Polski, Niemiec, Rosji, kto i dokąd – zależy, co komu było bliższe. My zostaliśmy, bo czujemy w sobie siłę do pracowania tutaj, bez względu na to, że niewygodnie jest grać. Być patriotą w ciężkim dla kraju czasie i nie śpiewać o Ukrainie i Wojnie oznacza niedotarcie do szerokiej widowni. Chociaż jedną piosenkę poświęciliśmy tym czasom, nazywa się Ukrainie.

shklo kolorki

Muzycy zespołu SHKLO, od lewej Iewgen Demeschenko, Bogdan Shapkin, John Korolov, Jaroslav Anosov.

Kazimierczak: Może to i banalne pytanie, ale wiem, że np. w przypadku mojego zespołu DLA KONTRASTU jest fundamentalne: jaki był pierwszy impuls do założenia zespołu?

Shapkin: Wszystko jest wystarczająco poetyckie i banalne zarazem. Półtora roku temu pracowałem nad całkowicie innym materiałem, przygotowywałem solowy program i zamierzałem jechać autostopem do Europy, grać muzykę na ulicach, śpiewać pieśni narodowe pod gitarę i dudy, didgeridoo i bęben. Wszystko tak by się potoczyło, ale pierwsze starcia na Wschodzie, emocje z tym związane, mój upór i pragnienie, by jakoś wpłynąć na sytuację – nie siłą, a słowem, zrobiły swoje i zacząłem myśleć o stworzeniu grupy.

Kazimierczak: Wiedzieliście od razu, jaki charakter ma mieć Wasza muzyka? Jak wypracowywaliście obecny kształt utworów?

Demeschenko: Nie. I to ma masę przyczyn. Założyliśmy, że podstawą naszej twórczości będzie eksperyment. Śmiało i z wielką przyjemnością mieszamy różne style i gatunki, nazywając wszystko to fusion. I zawsze w finale pracy szukamy nie harmonii, a raczej emocji i energii. I to jest nieprzewidywalny proces. Nierzadko bywało tak, że budowaliśmy podstawę przyszłej piosenki na przestrzeni miesięcy, a potem zmieniamy wszystko totalnie, nie zostawiając nawet podobnych nut.

Kazimierczak: Wasza muzyka, chociaż bardzo poetycka, ma jakiś buntowniczy, w moim odczuciu, typowy dla Wschodu nerw. Zgodzicie się z tym?

Jaroslav Anosov: Nie całkiem. Poezja jest buntem. Skierowanym chociażby przeciwko prozaicznej rzeczywistości. Wschód w danym wypadku nie jest niczym więcej, niż tylko kierunkiem na mapie. A czy Zachód nie był buntownikiem? Na przykład Wielka Brytania zrodziła punk, który stał się wielkim społecznym ruchem, sposobem rozumienia świata, a nawet w pewnym sensie religią dla zbuntowanych mas. A punków z kolei inspirowała między innymi francuska poezja Arthura Rimbauda. I to zwyczajna rzecz w sztuce.

My nie jesteśmy zespołem społecznych buntowników. Działamy w bardziej wąskich ramkach. Nasza muzyka to bunt, który dotyczy wszystkiego utkwionego, przyziemnego i typowego. Łączymy słowa i muzykę i otrzymujemy nasz poetyczny nerw. Bardzo często dzieje się to intuicyjnie. Na przykład nasza kompozycja Flyuhery to poemat i mam nadzieję, że dla naszych słuchaczy podział na Wschód, Zachód, Północ i Południe nie ma szczególnego znaczenia.

Niedawno po koncercie w Kijowie, podszedł do mnie mój znajomy i powiedział: „to, co wy gracie, jest zbyt konceptualne, będzie Wam trudno znaleźć swoją publikę”. I po części miał rację. Mam wrażenie, że na Ukrainie publiczność wybiera muzykę według gatunków – i jakie to jest nudne! Dlatego też naszą energię kierujemy na bunt, który może pomóc nam i naszym słuchaczom rozszerzyć horyzonty rozumienia muzyki.

Kazimierczak: Z kolei na Waszych koncertach udziela się medytacyjna transowość. Nie tylko dzięki pulsowi Waszej muzyki, ale też ze względu na charakter Waszego bycia wobec publiczności. Jak przeżywacie wykonywanie Waszej muzyki przed widownią?

John Korolov: Ruszamy się na scenie, patrzymy i gramy tak, jak czujemy się w danym momencie. Podczas występów stwarza się energetyczny krąg naszego zespołu, który zaczyna współdziałać ze sobą i z energią obecnych na sali ludzi. Kiedy i jak to się dzieje – nie wiem. Ten proces jest niekontrolowany, ale niewątpliwie to najważniejsze co się wydarza w trakcie naszych koncertów.

Kazimierczak: Teksty SHKLA mają silną ekspresywną jakość. Jak traktujecie słowo?

Shapkin: Dla mnie słowo jest silniejsze od jakiejkolwiek broni, jakiejkolwiek bomby. Wiem, to nie brzmi dobrze, niezbyt filozoficznie, ale ja rzeczywiście w to wierzę. Na co dzień mówię bezładnie, dużo, często uciekam się do dygresji, mówię wszystko, co przyjdzie mi do głowy i mam z tego powodu nieprzyjemności. Ale w twórczości jest inaczej. Jeśli nie mam czego powiedzieć, nie mówię. Każde słowo w twórczości SHKLO jest ważne i czasem walczę z chłopakami, udowadniając, że właśnie ten zbiór słów i właśnie taki ich porządek odkrywają sedno.

Kazimierczak: W tej chwili na soundcloudzie zamieściliście 5 studyjnych utworów, które w ramach naszej wspólnej trasy zostaną wydane fizycznie nakładem Portalu DLA KONTRASTU. Wiem z Waszych koncertów, że materiału macie znacznie więcej. Jakie są Wasze dalsze plany? Jakie macie możliwości wydawnicze, jakie potrzeby?

Jaroslav Anosov: Mamy w planach dalsze podróże i granie muzyki. Nagrać album, stworzyć muzyczny performance, nie przestawać eksperymentować i wyrażać siebie. Ponieważ nasza muzyka nie wpisuje się w żaden określony gatunek, ciężko wyobrazić sobie jakiś label na Ukrainie, który chciałby nas wydać. I chociaż niektóre nasze kompozycje uważam za „popowe”, w ukraińską współczesną popkulturę również się nie wpisujemy. Ale jedyne, czego tak naprawdę potrzebujemy – to ludzie, którzy są gotowi z nami współpracować i publika, którą ciekawi coś nowego i nieznanego. Nie mówię teraz tyko o Ukrainie, chodzi o całokształt.

Kazimierczak: Jak na tak młody zespół sporo wyjeżdżacie za granicę. Co Was przyciąga do Polski?

Demeschenko: Kultura i sztuka nie mogą być zakonserwowane w jednej przestrzeni, to własność całego człowieczeństwa. I dla nas, jako dla młodej grupy, tym bardziej ważne jest jeżdżenie, poznawanie się, komunikowanie, znajdowanie nowego. Europa to teren bez granic z ogromną kulturową przeszłością i teraźniejszością, kultura jest lokomotywą, za którą ciągnie się wszystko. Ukraina i Polska są sąsiadami, mamy ogromną wspólną historię – i pozytywną, i całkiem smutną. Ale teraźniejszość jest inna, patrząc krytycznie mało wiemy o sobie nawzajem. Teraz czujemy misję niesienia naszej kultury do Europy. I poznawania Ukrainy ze współczesną Europą.

Każdy nasz koncert to doświadczenie, zawsze analizujemy sukcesy i błędy. Szczególnie ważne jest dla nas doświadczenie za granicą. Kiedy nasz słuchacz nie rozumie języka, jest czysty w swoim odbiorze emocji, nic mu nie podpowiada, co powinien czuć.

Kazimierczak: No właśnie. Teksty Waszych numerów są po ukraińsku. Na jakim poziomie chcecie komunikować się z obcojęzycznymi uczestnikami koncertów?

Anosov: Będziemy nadal komunikować się z ludźmi językiem muzyki. Język to jedynie instrument wyrażenia i w danym momencie SHKLO wyraża się poprzez język ukraiński, który współistnieje z rosyjskim i niewykluczone, że z czasem będziemy dodawać też inne języki. Tu trzeba zrozumieć, że nie stawiamy sobie za cel promowanie języka ukraińskiego, Shapkin po prostu w nim śpiewa. Nasz język jest piękny, melodyjny, i w tym momencie najbardziej podkreśla naszą muzykę. Poza granicami Ukrainy on brzmi egzotycznie, jeśli nie bierzemy pod uwagę diaspory. Chociaż język ukraiński w diasporze znacząco odróżnia się od tego, którym my komunikujemy się na co dzień.

Podoba mi się, że ostatnio zaczęliśmy przywiązywać mniejszą wagę do tekstu. W dwóch ostatnich kompozycjach zauważalnie zmniejszył się tekstowy ciężar, a na jego miejsce wskoczył ciężar muzyczny. Z pięciu minut dźwięku mniej więcej minutę zajmują słowa. A co będzie dalej, tego nie wiadomo. Snuć opowieści i wyrażać siebie za pomocą muzyki jest znacznie bardziej ciekawie. Chociaż wszyscy członkowie naszej grupy niewiarygodnie lubią twórczość zespołów 2HCompany i SPBCZ.

Kazimierczak: A nie macie problemów z wizami?

Shapkin: Nie, i mam nadzieję, że ich nie będzie, jako że dopiero zaczynamy nasze gościnne występy. W przyszłości zamierzamy dużo jeździć, nie tylko po Europie.

Kazimierczak: Opowiedzcie o projekcie Baranivka Music Lab. Kto tam przychodzi? Po co? Jak to jest zorganizowane?

Shapkin: Baranówka to wieś w obwodzie połtawskim na Ukrainie. Baranivka Music Lab 2015 to pierwszy taki niezależny festiwal alternatywnej muzyki, a dokładniej festiwal “tworzenia” alternatywnej muzyki, swego rodzaju obóz letni dla tych, którzy chcą z jednej strony poczuć się jak ziarnko piasku, a z drugiej – jak skała. Kiedy próbuję opisać wszystko to, co działo się tam podczas przygotowań i w czasie samego festiwalu, boję się, że nie uda mi się przekazać chociażby połowy uczuć i emocji, które wtedy przepełniały mnie, i prawdopodobnie każdego, kto tam był.

Projekt był wymyślony i zrealizowany w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, jako próbny edukacyjny festiwal dla muzyków. Posiadanie specjalistycznego muzycznego wykształcenia nie było wymagane od uczestników. Był on stworzony z myślą o tych, którzy są gotowi szukać czegoś nowego, prawdziwego w sobie i dzielić się tym. Baranivka to miejsce spotkań i dialogu muzycznego, ale i zanurzenie w znajdującej się tam dzikiej przyrodzie, oszałamiającym pięknie tej przestrzeni. Opozycja dla współczesnych festiwali i zasad show biznesu.

Latem 2015 w festiwalu uczestniczyło 13 muzyków i 2 reżyserów dźwięku z różnych zakątków Ukrainy. Z kolei latem 2016 planujemy zorganizować międzynarodowy festiwal, w którym wezmą udział muzycy z Ukrainy, Polski, Niemiec, Anglii i USA. Żeby zostać uczestnikiem festiwalu, wystarczy wypełnić ankietę i dostać potwierdzenie od organizatorów projektu podczas kolejnej rekrutacji do zespołu muzyków Baranivka Music Lab 2016.

bara

John Korolov podczas festiwalu w Baranówce

Kazimierczak: Jak oceniacie muzyczną scenę niezależną na Ukrainie? Jakie zespoły cenicie, w jakich festiwalach uczestniczycie, jakie są u Was niezależne labele?

Shapkin: To bardzo dobre pytanie! Niezależnej muzycznej sceny jako takiej na Ukrainie nie ma! Z radością mogę powiedzieć, że czasy “niebieskich ogni” i reszty postsowieckiego gówna z pewnością po cichu odchodzą do wieczności, a na ich miejscu pojawia się coś nowego.

W ukraińskiej muzyce okrutnie zaznaczyły się lata 90. Upadek ZSRR u nas wiązał się z wojenno-politycznym konfliktem z Rosją. W związku z tymi wydarzeniami przed muzykami pojawiło się zarówno dużo możliwości, jak i problemów. Rynek muzyczny nabrał narodowego znaczenia. Dziś muzyków na Ukrainie wielbi się i jest się z nich dumnym, ale… nadal są oni artystami za darmo. Mamy obecnie kilka nowych, interesujących projektów bardzo dobrej jakości, które wyszły z podziemi i właśnie one teraz tworzą naszą niezależną scenę muzyczną. Nie chcę mówić o gwiazdach, o tych, które i 5, i 10 lat temu zbierały całe stadiony. Ciekawią mnie jedynie nowe osobowości i nowe brzmienie. Przecież to właśnie nowe pokolenie stworzy konkurencję staremu i ono za kilka lat będzie nadawać kierunek wszystkim kolejnym pokoleniom, dopóki nie przyjdą jeszcze bardziej utalentowane i młodsze od nich.

Kazimierczak: Ale mimo to stykacie się z tzw. branżą muzyczną.

Shapkin: Zarządzania na Ukrainie dziś nie ma, na co się skarżą wydawnictwa i biznesmeni we wszystkich typach biznesu. Według mnie dzisiaj ta sytuacja i tak troszkę się poprawiła, widać choćby większą odpowiedzialność organizatorów koncertów. Nadal jednak można zauważyć, że poza znanymi grupami 70% muzyków ma półpuste sale. Odwołuje się trasy koncertowe, wiele projektów nie wytrzymuje i przestaje istnieć, powstaje okrutna naturalna selekcja.

Ale nadal – szczerze się cieszę za tych niewielu, którym udało się wyrwać, wziąć to wszystko na klatę, prawidłowo przygotować materiał i reklamę, i w rezultacie zebrać pełne sale, grać, pracować i zajmować się czymś, co się kocha. I bez względu na to – nie niszczyć jakości muzyki i tekstu.

Ostatnio coraz częściej można też zobaczyć nowych muzyków na wielkich festiwalach. Oczywiście nie zawsze są oni na głównych scenach, ale jednak to pokazuje, że wraz z rozwojem niezależnej sceny rośnie też świadomość organizatorów festiwali. Oczywiście na Ukrainie jest wiele komercyjnych wydarzeń muzycznych, których organizatorzy nie mają nic wspólnego z ideą rozwoju, a myślą jedynie o sprzedaży biletów. Na takich festiwalach można zobaczyć ulubionych wykonawców, ale ideowo nie ma w tym nic nowego.

Kazimierczak: Czyli jest dla Was ważne miejsce, w którym występujecie?

Shapkin: Uczestniczymy w festiwalach, które są dla nas interesujące, lub kiedy dostajemy propozycję, lub – jak często bywa – sami szukamy tego, co jest dla nas interesujące. Bardzo często dowiadujemy się o różnych festiwalach w ostatnim momencie – z reklamą mamy na Ukrainie pewne problemy, zwłaszcza jeśli impreza jest niewielka. Ale jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje i tego lata planujemy odwiedzić jako uczestnicy co najmniej kilka wielkich i mniejszych festiwali na Ukrainie i nie tylko.

promotrasa robo ost fx

Zapraszamy na koncerty w ramach wspólnej trasy SHKLO i DLA KONTRASTU! Wszystkie wydarzenia >>> TUTAJ!

Trasa zorganizowana została we współpracy z Ogrodami Kultury i Klica Productions.