Do Pani Róży ze Skaryszewskiej // 1000 znaków o teatrze #6

Po spektaklu Róża ze Skaryszewskiej (prem. 4.12.2015, reż. D. Kunowski) stałam z boczku i gęgęgoliłam, ze sceny dobiegały podziękowania, błyskał śmiech i flesz. I wtedy weszła Pani Róża.

Pani Róża bohaterka opowieści.

Pani Róża dostarczycielka treści.

Pani Róża. Mieszkanka ulicy Skaryszewskiej.

Miała ciepły płaszcz w ciemnym kolorze i była niska. Tak pamiętam.

O! Jest Pani Róża”.

Ktoś krzyknął.

Ale po cichu.

Kilka osób się odwróciło. Znajoma performerka podbiegła i z estymą wyrzuciła z siebie:

Wspaniała Pani Różo, przeżyła Pani cudne historie, jest Pani świetną narratorką”.

Tak? E tam. Nic niezwykłego”.

I poszła. A może wdała się w rozmowę. Jakoś zniknęła.

Nie zgodzę się z Panią, Pani Różo. To było niezwykłe. Tchnęła Pani życie przywracając nieistniejący świat. Pozwoliła poczuć klimat uspołecznionej kamienicy. Przechowała imiona i sytuacje sprzed pół wieku, pokazując, że mają znaczenie, bo przekładają się na pamięć, a ta jest opowieścią.

Twórcy byli uważnymi słuchaczami. Proszę im pogratulować.

Roza ze Skaryszewskiej - Teatr Scena Lubelska

fot. Artur Chmielowski